Czytam posty, nie tylko na tym forum i wydaje mi się , że najwięcej do powiedzenia mają Mamy które nie używają chodzika. Ja używam. Mam 7 miesięczną córeczkę, która uważa, że od leżenia bolą plecy

i że to strata czasu. W chodziku czuje się jak ryba w wodzie. Eksploruje całe mieszkanie, może podążać za mną jak biegam ze ścierką po domu, poznawać świat. Nie siedzi w nim godzinami dla mojej wygody, tylko po kilkanaście minut parę razy dziennie. Ma tak ustawiony chodzik,że aby się poruszać musi stanąć na nóżki i wcale nie odpycha się dwoma na raz , tylko stawia kroki, popychając chodzik brzuszkiem. Poza tym mnóstwo czasu spędza na podłodze, uczy się raczkować albo siedzi. Wcale nie ma zaburzonego zmysłu równowagi, chętnie stoi przy meblach. Wcale nie jest tak, że nie umie oceniać niebezpieczeństwa lub nie "chwyta" grawitacji.Kilka razy trzeba jej było pozwolić przewrócić się (pod kontrolą) i teraz nawet jak się "poślizgnie" to nadal kurczowo trzyma się mebla, wisząc i krzycząc głośno żeby jej pomóc

Chętnie chodzi za rączki stawiając stópki raz jedną raz drugą. Chodzik nie pomieszał jej świata. Jest jedną z wielu atrakcji i tyle. Myślę, że trzeba dziecku pozwolić i zachęcać do różnej aktywności a wtedy nawet chodzik nie zaszkodzi. Dzieci są garbią nie od chodzika tyko od tego, że jak mają 3 -5-7 lat to gro rodziców przestaje zwracać uwagę jak dziecko chodzi i siedzi oraz co robi. Płaskostopie - nie ubierajmy dzieciom za wcześnie butów i za często, chodzenie na bosaka( w skarpetkach) to najlepsze lekarstwo. W moim przypadku uważam, że chodzik bardzo rozwinął w córce chęć poznawania wszystkiego, mieszkanie jest tak "przerobione" aby było bezpiecznie. A córka zaczyna wyznawać zasadę : jeśli już raz tam byłam w chodziku to i na czworaczkach dojdę , bo to strasznie ciekawy kącik

Pozdrawiam wszystkie mamy
