|
agstar
|
 |
« Odpowiedz #30 : PaĹşdziernik 16, 2010, 20:58:14 » |
|
O tak, ja też się nasłuchałam od mojej mamy i teściowej, że przy gorączce mleko się przepala ( nie wiem co to znaczy, a jak pytałam, to obie mi nie odpowiedziały, ale dalej twierdziły, że nie kogę karmić). Oczywiście ja swój rozum mam i karmiłam, bo nie miały racji. Po porodzie brałam antybiotyki przez trzy tygodnie (miałam gorączkę bliżej nie uzasadnioną ~40 st.) i też karmiłam synka. Oczywiście wszystko robiłam pod kontrolą lekarza. A mleko na początku karmienia faktycznie czasem trudniej wypływa, jak piersi są przepełnione. Ja upuszczałam trochę mleka tuż przed karmieniem za pomocą laktatora i po problemie.
|
|
Dzieci: Michałek (3 lata);
|
|
|
marta18
sympatyczka(k) forum

Offline
Wiadomości: 36
|
 |
« Odpowiedz #31 : Luty 09, 2011, 20:06:22 » |
|
w końcu jakieś forum na którym dziewczyny nie karmiace piersia nie sa terroryzowane  ja urodziłam w terminie przez cc- poród pośladkowy, od kąd usiadłam walczyłam z co 2-3 godz i przystawianie do piersi, minęły 3 doby i kropelka sie pojawiła, myślałam ze bedzie juz z górki...dziewczyny z sali miały nawał mleka, a ja o nim marzyłam. połozna mówi nie martw sie wrócisz do domu pokarm sie pojawi. max, ile ściagałam to 40 ml, a synek zjadał jakies 90 ml mieszanki. płacz jego z głodu, mój bo nie potrafie wykarmic dziecka i tak wkółko, poradnia laktacyjna, herbatki itd...po 2 miesiącach miałam dość mleka zamiast coraz wiecej to było coraz mniej, a raczej mój mąż- powiedział dość. i zaczeliśmy jeść tylko mleko modyfikowane. mama uśmiechnieta, dziecko najedzone  precz z terrorem laktacyjnym. nasze pokolenie wychowało sie na butelkach i jakoś żyjemy, wiec mój aniołek też przezyje. dziękuje też mojej pediatrze za wsparcie i rady
|
|
Dzieci: Jasio (27 miesięcy);
|
|
|
Emme
nowa(y)
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 4
|
 |
« Odpowiedz #32 : Marzec 05, 2012, 01:00:36 » |
|
Zgadzam się! Precz z terrorem laktacyjnym! Jest to sprawa indywidualna każdej z nas, i to że dziecka nie chcemy karmić nie znaczy że będziemy złymi matkami. Podziwiam faceta, który sam poleciał po sztuczne mleko do apteki w obliczu cierpienia żony. To jest facet a nie szowinistyczny macho który oczekuje i wręcz wymusza na kobiecie naturalne karmienie! Szczęśliwa mama-szczęśliwe dziecko!
Niewyobrażalne jest (a co niestety jest normą w polskich szpitalach) by wymuszać na kobiecie nawet w sposób psychologiczny karmienie piersią dziecka. Każda ma prawo odmówić i nieważny jest powód. Ale nie jest to sprawą ani personelu ani rodziny dlaczego ona nie chce karmić. Karmienie naturalne ma sens tylko gdy mama tego chce i sprawia jej to radość!
|
|
Dzieci: Syn (11 miesięcy);
|
|
|
Mamusia Kubusia
nowa(y)
Offline
Wiadomości: 7
|
 |
« Odpowiedz #33 : Marzec 05, 2012, 02:37:58 » |
|
Ja nie miałam jako tako trudności w drugą noc był problem bo chciałam karmić piesią a pokarmu nie było na tyle ,spanikowalismy z mężem i podaliśmy troche jedzenia z butelki (ssał jak oszalały musielismy mu przerwac bo balismy sie ze to dla niego za dużo:))Byliśmy juz sami w drugą noc w domku bo ja rodziłam w Wielkiej Brytanii.Powiem Wam ze bardzo się cieszyłam ze moge wyjsc do domu tak szybko chociaz miałam obawy jak to wszystko ogarniemy we dwoje:)Ale na drugi dzień była juz rano położna i rozwiała moje wątpliwaści powiedziała mi jeszcze ok 2 dni mogą być trudne zrobisz jak zechcesz ale jeśli chcesz karmić piersią przystawiaj go kiedy tylko chce i jak najczęściej ( w praktyce to wyglądało tak ze był do mnie przyklejony prawie cały czas:) ) ale miała racje i juz na drugi dzień było tyle pokarmu ze tak jak mówiła położna będe mogła obdzielić kilka noworodków:) Ale sie rozpisałam a chciałam napisac o tym przymusie karmienia piersią to tam gdzie rodziłam to poprostu pytano cię czy wyrażasz chęć karmienia czy podać butelkę (buteleczki leżały w koszyczku na recepcji i nikt nie robił nawet głupiej miny jak ktoś chciałby skorzystać) Ja wyraziłam chęć karmienia piersią to po paru min przyszła do mnie pani i objaśniała mi jak mam to robić tak żeby było najlepiej jak wygodnie itd.A moja siostra rodziła w Polsce i pamietam jej łzy bo nie miała pokarmu a bardzo chciała karmic i lekarkę która się darła "takie wielkie cycki a mleka nie ma" i ścisła jej pierś z całej siły i okazało sie ze nie ma- ale to tez nic dla niej nie znaczyło dalej kazała karmic piersią a dziecko płakało po nocach bo głodne było.Nie chce przez to powiedziec ze w Polsce jest gorzej bo pewnie zależy gdzie sie rodzi (jaki szpital itd)ale chodzi mi o tą mentalność i ten głupi przymus.Mnie karmienie dawało mnóstwo radości i super wspominam ale ja chciałam -a ktoś może nie czuć takiej potrzeby!Pozdrawiam.
|
|
|
|
|
Emme
nowa(y)
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 4
|
 |
« Odpowiedz #34 : Marzec 07, 2012, 01:57:40 » |
|
Tak jak piszesz, chodzi o mentalność polską, która niestety jest jaka jest. W Anglii istnieje większa tolerancja jesli chodzi o praktycznie wszystko. W polskim szpitalu matka, która nie chce karmić równa się z matką wyrodną. Ja niestety spotkałam się z czymś takim i efektem pobytu w szpitalu była prawie dwumiesięczna depresja, z której wyszłam tylko dzięki temu, że uwierzyłam w siebie jako matkę. Niestety, choć całe szczęście zdarzają się pracować na oddziałach położniczych panie z powołania i podchodzące z serdecznością do kobiety w pierwszych godzinach po porodzie, to niestety większość położnych wygląda na to, że pracuje tam za karę, traktuje pacjentki przedmiotowo, wręcz poniżająco i lekceważąco, gdy ta wyraża jakiekolwiek obawy lub skarży się na ból,tak jakby cieszyły się, że cierpisz! W moim przypadku nikt po prostu nie nauczył mnie przystawiać dziecka do piersi w szpitalu, przychodziły co raz to inne panie, z nowymi metodami, ściskając irytująco piersi i wręcz wymuszając przystawianie dziecka. Byłam po cesarce, miałam dość tej presji i mojego niepowodzenia w kwestii prawidłowego karmienia. W domu lepiej nie było, toteż skończyło się na odciąganiu pokarmu po czym przeszliśmy na mleko modyfikowane, które dziecko bardzo dobrze tolerowało. Podziwiam mamy, które potrafią karmić miesiącami. Myślę, że to super sposób na nawiązanie bliskości z dzieciątkiem i nie mówiąc już o walorach pokarmowych dla dziecka. Tylko chodzi mi o to by nie wydawać wyroku na mamie, która z różnych powodów nie umie/nie chce karmić. To nie rzutuje na to jaką mamą będzie. Dziś to rozumiem, wcześniej wmówiono mi inaczej. Przy drugim dziecku też próbowałabym karmić naturalnie, ale gdyby nie wyszło na pewno nie dałabym już sobie w kaszę dmuchać  ) Pozdrawiam Mamę Kubusia i inne mamy 
|
|
Dzieci: Syn (11 miesięcy);
|
|
|
|
Justa
|
 |
« Odpowiedz #35 : Marzec 07, 2012, 10:43:18 » |
|
Pewnie znowu poleci na mnie kilka forumowiczek, ze tak zle pisze o Polsce, ale coz, kolejny przyklad. Nawet sposobu karmienia dziecka nie mozna wybrac  Przed pierwszym dzieckiem tyle sie nasluchalam o zlej jakosci angielskiej opieki szpitalnej i o super opiece w Polsce, a tu same odmienne wypowiedzi... Ciesze sie, ze rodzilam w Anglii. Mimo kilku niedociagniec administracyjnych i jednej stuknietej poloznej, wszystko bylo ok. Jedna polozna nawet zostala po godzinach, by pokazac mi jakas inna pozycje karmienia, by dziecko lepiej jadlo, no i nikt nie sciskal mi piersi  Nadal karmie piersia, karmie nawet w miejscach publicznych i nikt sie nie gapi ani nie robi uwag. Nie ulegam kaprysom dziecka ze strachu co ludzie powiedza, jak 3 latka zacznie ryczec na ulicy, nikt nie zagrozi mi straza miejska, ze moje dziecko placze a ja nie umiem jej uspokoic, tzn dac dziecku to co chce. ufff, duzo mogla bym tu napisac. Odwagi i powodzenia wszystkim mamusiom. Pamietajcie, nie dajcie innym zagluszyc w Was Waszej matczynej intuicji. Buziaki 
|
|
Dzieci: Karolinka (3 lata); Natalia (11 miesięcy);
|
|
|
E-mama
nowa(y)
Offline
Wiadomości: 9
|
 |
« Odpowiedz #36 : KwiecieĹ 04, 2012, 11:16:54 » |
|
w końcu jakieś forum na którym dziewczyny nie karmiace piersia nie sa terroryzowane  ja urodziłam w terminie przez cc- poród pośladkowy, od kąd usiadłam walczyłam z co 2-3 godz i przystawianie do piersi, minęły 3 doby i kropelka sie pojawiła, myślałam ze bedzie juz z górki...dziewczyny z sali miały nawał mleka, a ja o nim marzyłam. połozna mówi nie martw sie wrócisz do domu pokarm sie pojawi. max, ile ściagałam to 40 ml, a synek zjadał jakies 90 ml mieszanki. płacz jego z głodu, mój bo nie potrafie wykarmic dziecka i tak wkółko, poradnia laktacyjna, herbatki itd...po 2 miesiącach miałam dość mleka zamiast coraz wiecej to było coraz mniej, a raczej mój mąż- powiedział dość. i zaczeliśmy jeść tylko mleko modyfikowane. mama uśmiechnieta, dziecko najedzone  precz z terrorem laktacyjnym. nasze pokolenie wychowało sie na butelkach i jakoś żyjemy, wiec mój aniołek też przezyje. dziękuje też mojej pediatrze za wsparcie i rady Marta, jakbym czytała o sobie. Tyle, że u mnie jeszcze brodawki się nie uwypukliły i karmiła przez taki koszmarny kapturek silikonowy, który cile zjeżdzał z piersi, zapychał się, tragedia. Mojego pokarmu było mało, albo jakiś taki mało wartościowy (choć co lekarz to inna opinia, jedni mówią, że obojetnie jaki byleby był, inni, że pełnowartościowy misi być gęsty i żółtawy - nie wiem dokładnie, bo mój wyglądał jak rozcieńczone mleko 0%). Męczyliśmy się tak (ja i co gorsza mój synek) dwa miesiące, by w końcu spróbować podać mleko modyfikowane (oczywiście z bólem matki wyrodnej - bo jak to - przecież mamine mleczko najlepsze). Po tym posiłku młody w końcu najedzony porządnie spał 4 godziny, nie do pomyślenia po karmieniu piersią. I jak ja mogłam nie spróbować tego wczesniej i tak męczyć moje maleństwo. Tak jak pisze Justa, słuchajcie swojej intuicji także jesli chodzi o karmienie!
|
|
|
|
|
ania8718
nowa(y)
Offline
Wiadomości: 1
|
 |
« Odpowiedz #37 : KwiecieĹ 13, 2012, 10:47:42 » |
|
witam jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci...Miałam problem z karmieniem piersią jak przy jednym tak i przy drugim dziecku....Przy pierwszym dziecku karmiłam moją małą tylko dwa tygodnie...dostałam stanu zapalnego miałam piersi jak swoją głowę takie wielkie ciężko było mi małą nakarmić bo były nabrzmiałe i ciężko leciało...położna kazała mi małą często przystawiać do piersi żeby mi mała ściągnęła pokarm ja ją przystawiałam przy tym płakałam jak nie wiem mała jadła nie dość że godzinę to po godzinie była znowu głodna denerwowała się przy jedzeniu i płakała i była non stop głodna kiedy opuchlizna zeszła po antybiotykach karmiłam jeszcze parę dni pokarm okazał się za słaby i dałam jej butle i wtedy naprawdę poczułam ulgę mała była najedzona a ja spokojniejsza....gdy urodziłam drugie dziecko już się bałam karmienia i tak jak wyżej przeczytałam jeden post że powinno odrazu się dziecko przystawić dziecko do piersi to jest prawda tylko jest jeden problem nie we wszystkich szpitalach na to pozwalają mi dali tylko małego na brzuch przez chwilę i zaraz mi go zabrali i dali dopiero po 2 godzinach na karmienie....gdzie okazało się że w ogóle nie miałam pokarmu może jakby mi dali odrazu do piersi to by się naprodukował a tak to diopiero w drugiej dobie dostałam pokarm ale miałam go za mało i musiałam małego dokarmiać sztucznym i tak karmiłam go przez miesiąc jak dla mnie to i tak sukces po według pierwszego dziecka z drugim karmieniem też miałam problem z sutkami stałe się obolałe po czym sam pokarm nie wiem dlaczego zanikł...jestem podziwu matkom co karmią nawet 2 lata..ale uważam że takie sterotypy typu że dziecko sztucznie karmione będzie chorowało itp. to są banały ja mam dzieci na mleku modyfikowanym i owszem miały przeziębienia ale tak samo może mieć dziecko wychowane na mleku matki znam takie przypadki właśnie że dziecko wychowywane było na mleku matki a chorowite jest jak nie wiem łapie odrazu jakąś grypę.
|
|
|
|
|
|
fliska
|
 |
« Odpowiedz #38 : KwiecieĹ 13, 2012, 20:26:02 » |
|
ja pierwszego synka karmiłam 6 miesięcy piersią. Teraz mam większe problemy- od urodzenia Michałek jadł długo i dużo, ciągle mu było mało. Potrafił jeść pierś 40min a potem po godz płakać i znowu jeść.. Przy tym dławił się, krztusił, pluł, wymiotował i ulewał. Lekarka zleciła mi zagęszczanie pokarmu nutritonem. Zaczęło się więc ściąganie pokarmu laktatorem, zagęszczanie, karmienie... I wtedy przekonałam się ile mały potrafi zjeść... Bywało tak, że zjadał 150ml mleka piersi i krzyczał co doprowadził do tego, że zaczęłam go dokarmiać. Miałam coraz mnei j sił na ściąganie, drugi synek nie dawał mi nieraz szans na zabawę z laktatorem.. i tak traciłam pokarm na rzecz butli. Nie wspomnę o moich naderwanych brodawkach.. ból na samą myśl. I skończyło sie na tym, że została sama butla- mąż mnie dzielnie wspierał i podtrzymywał na duchu bo moja mama stwierdziła, ze za krótko karmiłam piersią (dałam radę do 7tyg), że to 'tragedia' 'katastrofa; i 'to straszne' że dostaje butelkę... poczułam się jak WYRODNA MATKA moja własna mama zamiast mnie wesprzeć spowodowała, że robię sobie wyrzuty, że karmię mlekiem sztucznym... Choć jak patrzę, jaki Michałek jest spokojny po zjedzeniu mleczka to trochę mi lepiej...
|
|
Dzieci: Maciuś Stanisław (17 miesięcy); Michał Józef (3 miesiące);
|
|
|
Mama_Kacperka
nowa(y)
Offline
Wiadomości: 3
|
 |
« Odpowiedz #39 : KwiecieĹ 15, 2012, 19:41:09 » |
|
Ja swojego synka karmiłam tylko 3 miesiące. Mały się dławił i pluł często się krztusił mieszkamy z mężem sami wiec nie miałam żadnych porad wskazówek i pomocy dlatego zrezygnowałam poza tym przy karmieniu piersią Kacperek miał kolki i bez leku się nie obeszło.
|
|
|
|
|