|
Cyferka815
Gość
|
 |
« Odpowiedz #10 : Lipiec 07, 2009, 19:00:51 » |
|
A my mamy inny problem ...z rodzicami mojego meza w ogole prawie nie ma kontaktu. żyja swoim zyciem - zawsze tak bylo, ich syn bardzo wczesnie przestal ich obchodzic. Z kolei moi rodzice...jakby nie zauwazali w ogole mojej ciazy najpierw a teraz do malej podchodza z dystansem. szczegolnie ojciec. fakt - ze mimo ze nie pochodze z tzw " patologicznej rodziny" nigdy kontakt nie byl dobry miedzy mna a moimi roadzicami oraz miedzy nimi samymi, ...tylko malej mi zal....w sumie nie ma dziadkow.a przeciez dziadkowie to nieodlaczna czesc dziecinstwa. nie wiem jak z tego wybrnac...strasznie to przykre.
|
|
|
|
|
u-boot
sympatyczka(k) forum

Offline
Wiadomości: 41
|
 |
« Odpowiedz #11 : Lipiec 07, 2009, 21:38:19 » |
|
wydaje mi sie ze to nie twoj problem, tylko dziadkow - jesli kiedys to zrozumieja i zrobi im sie z tym zle, byc moze beda chceli naprawic blad - jesli nie... to tylko dodatkowy dowod na to ze nie warto sie tym przejmowac pewnie ze dziecko, powinno miec fajnych dziadkow, rodzicow, zreszta idealy mozna mnozyc, ale nigdyu nie jest tak zeby bylo idealnie, cieszmy sie wiec tym co mamy, a to czego nie mamy OLEJMY
|
|
|
|
|
|
Asia
Gość
|
 |
« Odpowiedz #12 : SierpieĹ 17, 2009, 13:03:58 » |
|
Moi rodzice też mi pomagają jak mogą , ale na wychowanie mojego dziecka mają swoje metody i ciężko cokolwiek im powiedzieć. Niby kupili mi mieszkanie , ale nikt sie nie zapytaj co ja chcę!!!! I są konflikty. Och niestety tak to jest, z resztą rzadko kiedy pytali się co ja chcę , wiec czemu mają sie teraz pytać , buuuuuuuuuuu :0 No i wciąż mają pretensję ,że ich źle traktuję, niewiedzą że źle robią ? Hm Bo ja mam dosyć ,że wszyscy mi włażą na głowę. 
|
|
|
|
|
|
Aga
Gość
|
 |
« Odpowiedz #13 : SierpieĹ 27, 2009, 10:02:56 » |
|
ja mam taki sposób- po każdej wizycie u pediatry (raz na dwa, trzy miesiące) wykładam rodzicom wszystko to co uważam za słuszne w wychowaniu naszej Zuźki, przytaczając jakoby słowa lekarza. I wilk syty i owca cała:) 
|
|
|
|
|
|
aniaa
|
 |
« Odpowiedz #14 : Listopad 06, 2009, 21:57:57 » |
|
kiedy urodziłam 3 lata temu córeczke to moja mama też się nią i mną wcale nie interesowała nawet do szpitala nie przyjechała, a jak urodziłam w sierpniu syna, to się interesuje w nadmiarze i ciągle wtrąca tam gdzie nie ma, ja zawsze miałam dobre relacje z tatą i teściami a z mamą nie. ja teściową mam super jest dla mnie jak matka. cięszko masz jak tak was traktują w nikim nie masz oparcia poza mężem. ale w końcu sami zrozumieją je żle robią i jak wiele tracą. pozdrawiam
|
|
Dzieci: amelka (5 lat); alan (29 miesięcy);
|
|
|
iloneczka2810
osesek
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 12
|
 |
« Odpowiedz #15 : Luty 08, 2010, 09:42:21 » |
|
hej Wam. U mnie natomiast jest tak ; Moj rodzinny dom jest 800 km od tad gdzie teraz jestem , rodzice ok pomagaja finasowo i ciesza sie nie wyolbrzymiaja rzeczy jak tu tesciowie,zwlaszcza tesciowa i prababka Wiktorka .To co teściowa gledzi codzien to samo tak wkur*** czklowieka ze glowa mala ,tak sie wszystkim podnieca jakby widziala raz na mies, moi widza rzadko i nie przesadzaja jak oni, ale juz niedlugo wyprowadzamy sioe do mnie mamy plan poddasze zrobic jest 100m kwadratowych a tam bedzie ok nikt mi nic nie bedzie gledzil itd bo tesciowa to taki ''przypadek '' ze marudzi tylko non stop gledzi to tamto tysiac pomyslow na sekunde , pozdrawiam:)
|
|
iloneczka;) Dzieci: Wiktor (30 miesięcy);
|
|
|
ksz30
nowa(y)
Offline
Wiadomości: 9
|
 |
« Odpowiedz #16 : Luty 11, 2010, 13:57:20 » |
|
witajcie:) właśnie jestem po wizycie teściowej  -była spytać się czy coś się u nas zmieniło- odp. że od wczoraj nic- może i trochę złośliwie to powiedziałam, ale mam dość codziennych odwiedzin teściowej. Mówi zawsze,że wpadła tylko na chwilkę zobaczyć wnuczusia, a ta chwilka trwa godz. a czasami dłużej. To bardzo dobry człowiek, nieba by mi przychyliła...ale jakby tu powiedzieć...zagłaskała by na śmierć.Teść przychodzi co drugi a szwagierka też prawie codziennie...Oni są wszyscy pomocni, wręcz mi tą pomoc narzucają, nie wspomnę już o dobrych radach i komentowaniu wszystkiego- i to wszystko w miły, dobry sposób,ale ja już czuję się przez nich przytłoczona, dla mnie niektóre ich zachowania wydają się sztuczne, za bardzo chcą ingerować w nasze życie,uczestniczyć w nim. Najgorsze jest to,że tak blisko siebie mieszkamy  Męża często nie ma w domu i on nie widzi problemu,często się przez rodzinę męża kłócimy...Jestem już czasami tym wszystkim zmęczona 
|
|
Dzieci: Tymcio (30 miesięcy);
|
|
|
|
andzia17052007
|
 |
« Odpowiedz #17 : Marzec 16, 2010, 13:20:41 » |
|
Cześć  Natomiast u mnie bylo tak: Po slubie od raxu poszlismy na swoje. Nie chcielismy mieszkac ani z jednymi ani z drugimi. jak sie mała urodzila to od razu teściowa: "biore was do siebie lżej wam bedzie" , na to moja mama :"corcia chodzcie do nas pomoge Ci przy malej, wszystkiego sie powoli sama nauczysz". A my NIE! my jestesmy rodzicami i do nas nalezy wychowanie dziecka. Wiadomo,jak nas jedni czy drudz odwiedzaja to mowia, ze to tak moglabys robic tak bedzie lepiej ale jedno co jest dobre ze przytakuje a robie swoje 
|
|
Dzieci: Aleksandra (33 miesiące);
|
|
|
|
kasicca5
Gość
|
 |
« Odpowiedz #18 : Marzec 16, 2010, 18:59:52 » |
|
czesc Dziewczyny:)Czytam Wasze komentarze i powiem jedno-fajnie wiedziec,ze nie tylko ja przechodze przez to wszystko.Od 4 lat mieszkam z mezem w Angli.Rok temu urodzil sie nasz syn.Przez pierwsze kilka(najtrudniejszych)tygodni opiekowalam sie nim calkiem sama,z niewielka pomoca meza,ktory jednak wieksza czesc czasu spedzal w pracy.Po kilku tygodniech przyleciala do nas tesciowa,by zobaczyc pierwszego wnuka i wtedy sie zaczelo...wszystko chciala robic za mnie,bo wie lepiej...Nie moglam sie dopchac do wlasnego dziecka.Wystarczylo,ze Mlody sie obudzil,a ta juz bujala go na rekach,nie rozumiejac,ze on chce tego samego ode mnie w nocy,kiedy ona smacznie spi!!!Na nic tlumaczenia,ze kiedy lezy spokojnie w lozeczku wystarczy usiasc obok i do niego mowic-ona WIE LEPIEJ!To wszystko nic w porownaniu z nasza pierwsza wizyta w Polsce,kiedy to mowila mi nawet gdzie mam isc na spacer!Strasznie wkurzajace,choc z drugiej strony nie wiem co gorsze,bo przykro mi,ze moj syn tak na prawde nie zna babci i chociaz dla mnie jest ona wkurzajaca baba,to dla mojego dziecka moglaby byc kochana babcia,do ktorej sie teskni...Wszytko zalerzy wiec od punktu widzenia,dlatego badzmy cierpliwe,nie dla mam czy tesciowych,ale dla dobra naszych kochanych dzieciakow;)Pozdrawiam!
|
|
|
|
|
kasiofka
nowa(y)
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 6
|
 |
« Odpowiedz #19 : Marzec 16, 2010, 22:51:05 » |
|
Hej  Widzę, że mam podobne zdanie i podobny problem-nieproblem. Moi rodzice, nawet jeśli się wtrącają do dziecka, nie denerwują mnie, bo mogę im powiedzieć co o tym myślę i mam spokój. Natomiast moja teściowa... Nieba by nam przychyliła i nosiła na rękach, a mnie krew nagła zalewa, kiedy słyszę jej "a tju tju tju, a sru tju tju"... Zazdrosna jestem, jak tylko spojrzy na dziecko, oczy bym wydrapała, jak coś do dziecka mówi, tak mnie wku..rza. Uważa, że skoro wychowała dwoje dzieci, to jest lekarzem, położną, pediatrą i Bógwiekim. Niby chce dobrze, ale pieprzy głupoty, karmić każdą piersią po 10 minut (żeby dziecko jadło rzadkie mleko i od cycka się nie odrywało), przykrywać, nie wietrzyć, nóżki nie mogą być w rożku gołe, bo reumatyzmu dostanie, a hitem było stwierdzenie, że zmiany neurologiczne u córci ja wywołałam, bo jej czapkę na śpiąco zakładałam... Niespełna półroczne dziecko już by wszystkim karmiła, jak ją upomnę, to mówi, że żartuje. Rzadko ma dla nas czas, ale jak już ma, to zagłaskałaby kota na śmierć. Niunię tylko na rękach nosi, bo przecież na pewno plecki od leżenia bolą. Ja pół dnia z nią się bawię na leżąco, ale babcia zawsze wie lepiej. Podobno wychowała bez niczyjej pomocy swoją dwójkę dzieci, tylko ja się pytam jak? Z wiszącym u piersi niemowlakiem?! Może to ja jestem szurnięta i zazdrosna, na pewno jestem, ale coraz częściej myślę, że z rodziną to najlepiej od święta i na zdjęciach...
|
Dziecko to najlepsza rzecz, jaka mnie kiedykolwiek spotkała  Dzieci: Tosia (28 miesięcy);
|
|
|