Babcie zjechaly do nas zaraz jak Karolinka sie urodzila. Tzn najpierw moja mama na miesiac, potem moja tesciowa na 2 tygodnie. Z moja mama nie bylo tak zle. Nie wtracala sie zbytnio, bo wie, ze swoje dzieci miala az 30 lat temu. Za to tesciowa, ktora pomaga swojej corce wychowac syna (mieszkaja razem), co raz mowila mi co mam robic, a jak wypowiadalam swoje zdanie, oczywiscie bylo tylko sapanie i prychanie z jej strony, bo Mateuszek to, Mateuszek tamto... Na poczatku sluchalam, ale potem juz nie moglam. Od rad Babci, Karolnka miala ciagle biegunke i wylewalo jej sie mleko, bo Babcia poddawala mi ja do cyca co 2 godz, a dziecko chcialo mamy i possac niekoniecznie cyca, ale smoczka, lub po prostu marudzilo z innego powodu. Kazala jej podawac wtedy rumianek, co jeszcze pogarszalo sytuacje. Ja wszystko robilam zle, bo ona wiedziala lepiej, bo Mateuszek itp itd. W efekcie, ja chodzilam znerwicowana (co odbijalo sie na dziecku). Jak cos powiedzialam tesciowej, to robila fochy. Jak pojechala, zaczelam nowe zycie z moja mala rodzinka. Zaczelam robic tylko tak jak ja mysle i dziecku brzuszek sie uspokoil, ja tez odetchnelam, bo nie musialam tez szukac na sile tesciowej zajecia, bo sie nudzila. Ona myslala, ze przyjechala zajac sie Wnusia. Ale Karolinka byla wtedy noworodkiem! Potrzebowala mamy. Nie bawila sie jeszcze, tylko jadla i spala. Czego ona sie spodziewala?! Acha, i za rada Babci odstawilam Karolinke od piersi w 5 miesiacu, bo niby nie nauczylaby sie pic nigdy z butelki, ze bedzie mnie gryzc. Bzdury! Zaluje, ze posluchalam. Od tamtej pory slucham swojej intuicji i lekarza. I jest dobrze
