Ja jestem bardzo zlym przykladem, spie z dzieckiem a maz na kanapie w salonie. Ale uwaga, to byl wybor meza. Karolina przez jakis czas spala w swoim juz "doroslym" lozeczku, ale przychodzila do nas jak sie tylko obudzila i bezczelnie wpychala dupcie pod nasza koldre. Beze mnie nie usnie, ma ukochanego pieska od urodzenia, smoczka, ktorego sama umie wlozyc sobie do buzi we snie, ale musi czuc mnie, nawet glowe musze miec zwrocona w jej strone, by slyszala moj oddech. Chyba jestem ekstremalnym przypadkiem, ale z tego co wiem wiele malzenstw tak robi, przyznali mi sie. Karolina lubi spac w swoim lozku, ale ze mna. Ja, usypiajac ja, wiele razy sama tam usnelam, ale budzilam sie, bo bylo mi niewygodnie. Oczywiscie probowalam oduczyc, nie wpuszczalam do nas do lozka, Tata nie wytrzymal placzu i blagan coreczki i sam wsadzil mi ja do lozka, a sam poszedl na kanape. Moze rzeczywiscie, jak piszecie, trzeba bylo kolo niej siedziec, ale w nocy to ciezko, wieczorem tak, ale w srodku nocy, hmmm, trzeba bedzie sprobowac. Nie bede dostawiac jej lozeczka do naszego, bo jest nizsze i sie do mnie nie przytuli, poza tym nie bedzie miejsca w pokoju, tym bardziej, ze za kilka miesiecy dojdzie lozeczko noworodka. To nie prawda, ze jak dziecko od poczatku spi w swoim lozeczku, to latwiej sie przyzwyczaja. Karolina od urodzenia spala w swoim, kolo 9 miesiaca zaczelam z nia sypiac, gdy juz mialam dosc nieprzespanych nocy. Pomoglo, spi lepiej, ale powinnam spac z mezem. Tyle, ze maz jest za slaby na placz dziecka, wiec kolejna proba odzwyczajania bedzie wtedy, gdy I Tata uodporni sie na placz. Jak na razie Tata kombinuje, jak tu powiekszyc lozko, by bylo wiecej miejsca...
