Witajcie,
mam od prawie miesiąca problem. Właściwie to wcześniej to również się zdarzało, ale nie tak często jak teraz. Mój synek po spaniu popołudniowym zawsze budzi się i płacze. Dokładnie to najpierw się śmieje troszkę a po jakiejś 1-2 minutach zaczyna płakać. Podczas płaczu noszę go i odkładam na przemian, bo się odpycha ode mnie, wypina plecki do tyłu. Widzę, że chce się pobawić, gdzieś stanąć, ale coś mu przeszkadza. Nie mam pojęcia o co chodzi. Próbowałam już różnych wersji podczas jego snu: jasno - ciemno, ciepło - chłodno, ciszej - głośniej i wiele innych. Na początku myślałam, że to ząbki, ale ząbek się przebił, kolejnego nie widać, a płacz pozostał. Już nie mam pomysłu o co może chodzić. Z dnia na dzień mam coraz mniej cierpliwości i denerwuję się, że nie wiem o co chodzi. Podaję synkowi koperek, poza tym nic nowego nie wprowadziłam do jego diety. Dodam, że po około pół do godziny płaczu zasypia dalej na moich rękach. Czy któraś z Was miała podobny problem? Co to może być?? Pomóżcie, już nie wiem o co chodzi i nie daję rady wytrzymać tego płaczu. Czasami myślę, że nie chce mnie już widzieć i to ja jestem przyczyną tego płaczu.
