Tym razem tatuś!

Mam cudowną, 2.5 tygodniową Kingę. Wszyscy znajomi mówią nam, że jesteśmy szczęściarzami, bo mimo tak młodego wieku dziecka, w zasadzie budzi się nam ona raz w nocy. Jest wieczorne karmienie, ok. 21, potem 3,5-4 godzin snu, jedyne nocne ok. 2 i następne już wczesnoranne, ok. 6-7. Co z tego, skoro cała "procedura" (przewijanie, karmienie, odbijanie i usypianie) trwa u nas zwykle 1,5-2 godziny, czasami nawet dłużej? U innych podobno trwa to 15-20 minut karmienia i 3-5 minut usypiania. Nie jestem do końca przekonany, co lepsze? Częste wstawanie, czy dwugodzinna walka co noc? Czytam "Jak usypiać" Giny Ford, ale na razie po kilkudziesięciu pierwszych stronach dowiedziałem się tylko, jakim to ona jest specjalistą, ale w zasadzie żadnych sensownych konkretów.
z przyjemnością witamy młodego tatusia

kiedy urodziła się Ulka czytałam akurat język niemowląt i chciałam a właściwie chcieliśmy wprowadzić w życie jej rady dotyczące metod usypiania i karmienia ... jednak po kilku dniach daliśmy za wygraną, bo męczyliśmy się wszyscy strasznie i my rodzice i nasze nowo narodzone maleństwo.
z perspektywy czasu a także w wyniku moich obserwacji i z rozmów z wieloma rodzicami wiem że poradniki poradnikami a życie sobie. NIE MA JEDNEJ INSTRUKCJI DO WSZYSTKICH DZIECI - bo tak jak my dorośli różnimy się miedzy sobą temperamentem, tym jak długo śpimy, jaką mamy osobowość itp - tak samo różnią się dzieci.
Tak na marginesie usypianie na siłę maluszka wg metody "zaśnij wreszcie" który jest dzieckiem wrażliwym i delikatnym i do zaśnięcia potrzebuje obecności rodzica by czuć się bezpiecznie nic dobrego nie przyniesie.
Poradniki pokazują pewne możliwości, rozwiązania ale to my rodzice w wyniku obserwacji własnego dziecka musimy podjąć decyzję czy ta metoda jest dla nas dobra. Poza tym nie ma niczego lepszego niż wsłuchanie się w potrzeby tak małego dziecka jak Twoja córeczka. A potrzeby takiego malucha to jedzenie, spanie i BLISKOŚĆ rodzica by czuć się bezpiecznie.
Co do karmienia w nocy. ja karmiła na śpiocha, czyli brała małą do łózka, kładłyśmy się - nie przewijałam (jeśli nie było takiej konieczności), nie odbijałam tylko pozwalałam jej jeść i zasnąć w moich objęciach, sama też sobie drzemiąc.
1. Najważniejsze - czy w tym wieku (2,5 tygodnia) w ogóle ma sens cokolwiek zmieniać, albo próbować ustalać? Czy może trzeba to "wrzucić w koszty" i przetrwać, bo dziecko jest jeszcze zbyt małe, by zaczął wykształcać się u niego jako taki rytm dobowy? Nie chcę wyjść na panikarza, który od samego początku się przejmuje, ale jak chyba w każdej dziedzinie życia - złe nawyki nauczone na początku bardzo trudno się potem odzwyczaja i chciałbym tego uniknąć.
Moja rada przetrwać tzn właśnie tak może być. małe dziecko jeszcze nie odróżnia dnia od nocy dopiero się tego uczy. Dlatego tak ważna jest wieczorna kąpiel ona w pewnym sensie jest jednym z podstawowych elementów oddzielających dzień od nocy.
Ulka w tym wieku dosłownie wisiała przy piersi, troszkę jadła, troszkę spała, troszkę się delektowała bliskością mamy - to było jej w tamtym okresie potrzebne. Karmienia trwały 1-2h. Oczywiście są maluchy które to załatwiają w 15 minut, ale akurat wam trafił się bardziej "wymagający egzemplarz" i nie zmienicie tego. Pewien rytm dnia przyjdzie z czasem.
2. Jak wspominałem - zasypianie (razem z karmieniem i przewijaniem, od obudzenia się do zaśnięcia) trwa zwykle 1,5-2 godzin. Dziecko praktycznie w ogóle nie umie zasypiać samo. Jeśli nie zaśnie przy piersi lub w trakcie odbijania (lekkie poklepywanie po plecach działa na nią często usypiająco) i zostanie położone do łóżeczka z otwartymi oczami, to prawie zawsze po chwili jest płacz. Czy to normalne?
Normalne. Ulka tez zasypiała 2h leżąc w moich lub taty ramionach potem ok 10 miesiąca zaczęliśmy ją kłaść do łóżeczka i trzymać za rękę do momentu aż zasnęła. Teraz ma cztery lata i zasypia w trakcie bajki czytanej na dobranoc.
powtórzę się ale z perspektywy czasu jak sobie przypomnę jak ta mała istotka się we mnie wtulała i zasypiała z uśmiechem na twarzy a jej oddech stawał się spokojny - nie zamieniła bym tego za żadne skarby - to okres który mija bezpowrotnie ...
Są dzieci które w tym wieku zasypiają same ( choc ja znam tylko jeden taki przypadek) i są takie które potrzebują do tego rodzica - moim zdaniem nie ma co tego zmieniać, tzn to nawet będzie trudne do zmiany szczególnie w tym drugim przypadku
3. W pokoju mamy temperaturę 22-23 stopnie Celsjusza. Większość przewodników mówi, że dziecko powinno spać w ok. 18 stopniach Celsjusza (prawda to?). Ale jak, do diabła, to osiągnąć? Pokój mamy ogromny (20 m2) i przestronny (nie zawalony meblami), z ogromnym oknem, wietrzony przez dwie godziny przed snem. Mimo to temperatura nie spada. Kupić wentylator? Spać przy otwartym oknie? Czy zbyt wysoka temperatura może być problemem przy zasypianiu?
Temperatura raczej nie jest problemem do zasypiania, zresztą to tez sprawa indywidualna, generalnie nie powinno być za zimno i za ciepło. Możecie ją cieniej do snu ubierać lub spać przy uchylonym oknie. wentylatora bym raczej nie kupowała bo podnosi kurz
4. Mała śpi w ciągu dnia po 3 godziny zwykle. W wielu poradnikach jest napisane, że to za dużo. Że drzemki w ciągu dnia, nawet u małego dziecka, nie powinny być dłuższe niż 1,5-2 godziny, a potem należy budzić na karmienie. Czy tak długie spanie w ciągu dnia może być powodem takiego marudzenia przy zasypianiu wieczorem i w nocy? Jak to się ma do karmienia na żądanie? Karmić, gdy dziecko faktycznie chce (obudzi się i płacze, bo jest głodne), czy budzić na siłę najdalej po dwóch godzinach (w ciągu dnia!) i karmić nawet jak nie płacze?
Ja nie budziłam, karmiłam na żądanie- choć mniej więcej w okolicy 6 miesiąca to nam się wszystko ustaliło i posiłki był mniej więcej co 3h a sen coraz rzadszy i krótszy.
dziecko wyrwane ze snu jest zazwyczaj marudne.
A i ważna rzecz płacz dziecka nie oznacza zawsze że dziecko jest głodne.
5. Czy ktoś może mi podać jakieś magiczne sposoby na odbijanie się dziecka? Wiem, że to podstawa zdrowego i długiego snu, ale powoli kończą mi się koncepty. Noszę ją w pozycji pionowej lub tak z nią siedzę, poklepuję delikatnie lub masuję plecki i tak nieraz nawet dziesięć minut. I co z tego? Skuteczność ok. 25% - 2-3 próby na dziesięć kończą się sukcesem.
dzieci karmione piersią, które są dobrze przystawiane i dobrze ssają, zwykle nie odbijają po jedzeniu bo nie mają czym. Odbijanie czyli wypuszczanie połkniętego podczas jedzenia powietrza - co ma praktycznie zawsze miejsce u dzieci butelkowych
6. Kolejny odwieczny temat - spanie na pleckach. Podobno zapobiega śmierci łóżeczkowej (chociaż geneza tego schorzenia nie jest znana, więc to takie wróżenie z fusów) i podobno dzieci lepiej śpią na plecach. A inni krzyczą, że jak się dziecku przez sen uleje, to się zakrztusi i żeby na noc koniecznie układać na którymś z boków. I bądź tu mądry.
ja układałam na boku raz jednym raz drugim
7. Smoczek? Jedni mówią, żeby nie dawać tak długo, jak się da, bo zgryz się psuje. Inni - że jeśli odpowiednio wcześnie zabrany, to ze zgryzem nie ma żadnego problemu, a dziecko usypia elegancko ze smoczkiem. Znajomy podawał swojemu synkowi od drugiego dnia życia, odpowiednio wcześnie zabrał i problemów nie ma żadnych. A mały spał, jak młody bóg.
Jeśli nie ma takiej potrzeby to lepiej ni używać, bo czasem odzwyczajenie od smoczka jest bardzo trudne a i nieprawidłowości w zgryzie mogą się pojawić.
A ja już używać to tylko z głową. tzn nie wpychać dziecku smoczka na siłę, nie pozwalać by chodziło ze smoczkiem w buzi przez cały dzień, często wymieniać na nowy.
Smoczek w pewnych przypadkach pomaga w usypianiu i tylko do tego powinien być wykorzystywany. Choć z drugiej strony używanie smoczka wcale nie gwarantuje dobrej jakości snu.
Ja używałam smoczka, choć miałam zamiar tego nie robić ale taka była konieczność. Ale szybko z niego zrezygnowaliśmy bo kiedy Ulka już zasnęła wypluwała smoka i często budziła się w jego poszukiwaniu, zmieniliśmy smoka na przytulankę.
mam nadzieję ze choć troszkę pomogłam
Pozdrawiam
Sylwana